• Wpisów:3
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 12:50
  • Licznik odwiedzin:1 183 / 1554 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

__________________________________________

Następnego dnia wcale nie było lepiej. Sky przeszła już transformację, jej wygląd się ukształtował. Nie była już tą promienną dziewczyną, która zawsze zgarniała zaproszenia na najlepsze imprezy. Teraz była blada, jej włosy ściemniały, a jej oczy zmieniły kolor na czarny. Nie czuła się z tym dobrze, ale co mogła zrobić? Takie było jej przeznaczenie, nie miała wyjścia. Czuła głód, ale nie mogła wyjść. Zamknęła ją w pokoju, samą bez jedzenia. "Czy ona chce się mnie pozbyć?" Pytała się w myślach. "Może się mnie boi?" Ale to nie była prawda. Przenieśmy się do pokoju w którym aktualnie przesiadywała jej matka. Właściwie było to w piwnicach ich domu. Stała przy stanowisku, pełnym ziół, dziwnych przypraw oraz ludzkich jak i zwierzęcych kości. Coś mieszała, ugniatała i podgrzewała.
Wyciągnę cię z tego córeczko. - powtarzała w kółko

Scarlett z braku jedzenia robiło się już słabo. Musiała się uwolnić, niestety nie miała pojęcia jak to zrobić. Okno było zablokowane, a drzwi zaklinowane.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

_____________________________________

Sky obudziła się w pobliskim lesie. W zasadzie całe Bridgestone było otoczone lasami, więc do końca nie wiedziała gdzie się znajduje. Było ciemno, gdzieś koło pierwszej w nocy. Dziewczyna czuła w sobie wyjątkową energię, jakby jej żyły były pełne energetyków czy coś w tym rodzaju. Mimo otaczającej jej ciemności wszystko widziała dobrze i wyraźnie. Wstała, a to co zobaczyła zupełnie ją przeraźiło. Ręce miała całe we krwi, a dookoła znajdowały się porozrzucane resztki ciał zwierząt: jakiejś sarny, królika i kilka wiewiórek.
- Ja to zrobiłam? - powiedziała szeptem
Nagle usłyszała jakiś szmer. Rozejrzała się, ale nic nadzwyczajnego nie zobaczyła. Nagle, dostłownie w ciągu sekundy jakaś ciężka postać rzuciła się na nią. W ręce miała kołek, a na jej twarzy widać było ekscytację. Sky wyczuliła wzrok... To była Miriam jej koleżanka ze szkoły. Chwila, chwila...
- Miriam! - krzyczała - Myślałam... myślałam, że ty nie żyjesz! Umarłaś, UMARŁAŚ dwa lata temu! Co ty r...
Jej zmarła przyjaciółka zatkała jej ręką twarz.
-Nie utrudniaj mi roboty!
Chwyciła mocniej kołek w ręce i już miała wbić go w serce Scarlett gdy ta wykorzystała swą energię i kopnęła Miriam w brzuch. Ta odskoczyła, ale zamiast zwijać się z bólu zaczłęła biec w stronę Sky. Szesnastolatka nie mogła zrobić nic innego jak zacząć uciekać. Biegła i biegła, totalnie ignorując samochody, które najprawdopodobniej zmierzały do stolicy Ameryki (bo przecież Bridgestone to taka rudera...). W każdym bądź razie Miriam zaczęła ją doganiać. W desperacji dziewczyna sięgnęła po ostro zakończony patyk i postanowiła się bronić. Nie był to co prawda kołek, ale zawsze jakoś jej to pomagała. Spojrzała w oczy zmarłej koleżance. Były czerwone i aż kipiały wściekłością. Zaczęła atakować ją z każej strony, jednak jakimś dziwnym trafem udało jej się odebrać każdy atak, co jeszcze potrafiła ją nawet na chwilę odepchnąć.
-Co ty wyprawiasz? - pytała
-Za świeżaka dostaje się pięćdziesiąt lat!
Sky nic z tego nie rozumiała, ale wiedziała, że musi wykorzystać nieuwagę Miriam. Ścisnęła badyl, nie przyda jej się teraz. Kopnęła dziewczynę z taką siłą, że ta odleciała w przeciwległy kąt ulicy. Z prędkością światła podbiegła do niej i zaczęła z całej siły bić po twarzy i brzuchu. Ta próbowała się jakoś wyrwać, ale wtedy ją przytrzymałam i ugryzłam w rękę, wtedy ta upuściła kołek. To była jej szansa. Scarlett dobrze wiedziała co zrobić - podniosła go i wbiła prosto w serce swojej dawnej przyjaciółki. Nagle ta zaczęła się starzeć. W przeciągu może minuty zobaczyła ją jako nastolatkę, studentkę, kobietę po czterdziestce, pięćdziesiące aż w końcu pozostał z niej tylko proch. Zaczęło mocniej wiać, do tego stopnia, że resztki Miriam poleciały razem z nim. Scarlett usiadła na ulicy i oddała minutę ciszy swoje teraz na pewno zmarłej przyjaciółce. Musiała jednak wrócić do domu. Coś jej podpowiadało, że nie jest tu teraz bezpiecznie.

Wróciła koło drugiej, na to przynajmniej wskazywał jej telefon. Gdy weszła do swojego dotychczasowego domu zastała swoją zapłakaną matkę.
- Wiedziałam, że to się kiedyś stanie... Mogłam przewidzieć, że to było zbyt silne.
Patrzyła na nią nie z odrazą, ale we współczuciem.
- Mamo... - zaczęła - kim ja teraz jestem?
Po chwili ciszy matka jej odpowiedziała.
- Wampirem. Witamy po tej lepszej stronie.
Wypowiadając to miała minę jakby wysyłała córkę na pewną śmierć. A w głowie Sky kręciło się wiele pytań.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
"Scarlett (pseudonim Sky), szesnastoletnia wariatka akatuje mury liceum w Bridgestone"
Tak brzmiał nagłówek najnowszego wydania gazety lokalnej, której Sky z całego serca nienawidziła. Pewnie to dlatego, że redaktorzy tego oto właśnie "czytadła" (bo to są same bzdury) uwiezili się właśnie na nią. Nikt nie ma konkretnych dowodów, że to ona, tak? Była pod wpływem ugryzienia, nie panowała nad sobą, a poza tym jej twarz zniekształcono. Dziewczyna cały czas powtarzała jedne i te same słowa. W końcu zdenerwowana odrzuciła gazetę i sięgnęła po telefon. W smutnych chwilach, tak jak większość zwykłych nastolatek lubiła posłuchać jeszcze bardziej dołujących piosenek, przeglądać stare zdjęcia lub czytać książki. Aktualnie zajęła się właśnie muzyką i zdjęciami. Przyglądała się swojej twarzy, swoim brąz włosom, niebieskim oczom i niewinnym uśmiechu. Była piękna, jak malowana. Szkoda tylko, że to wszystko ulotniło się, tak samo jak jej popularność. Ale zacznijmy od początku. Tego poranka wyjątkowo bolała ją głowa, wstała i od razu świat przed jej oczyma zawirował. Po długich namowach mamy wreszcie jej się udało odpuścić sobie tego dnia szkołę. Chwilę po jej wyjściu TO się zaczęło... Bóle głowy, nieposkromiony apetyt i ból w sercu. Na początku było to znośne ale potem... Potem zaczęło się robić coraz gorzej. Raziło ją słońce, ale pokusa była niemożliwa do pochamowania. Jadła i jadła, ale to nic nie dawało. W pewnym momencie uporczywe ssanie w brzuchu mówiło jej jedno - pragniesz krwi, musisz wyjść znaleźć to czego potrzebujesz. Przepełniona dziką furią pobiegła do łazienki. Spojrzała w swoje odbicie. Jej twarz zaczęła robić się blada jak śnieg, na włosach pojawiały się blond pasemka, usta wyraźnie zmieniały swój kształt, a jej oczy raz były niebieskie, raz czerwone, a raz czarne. Nie mogła tego powstrzymać. Nie mogła. Zaczęła biec w stronę drzwi z ogromną prędkością (co było dziwne, bo nigdy za dobrze nie biegała, a WF był jej najgorszą zmorą) i wyleciała na podwórko. Słońce potwornie ją paliło, mimo to musiała zjeść. Zauważyła na podwórku ulubione króliczki pani Berkins, jej ukochanej sąsiadki. Podbiegła do miejsca w którym aktualnie przebywały, czyli na podwórku. Poczuła zapach ich krwi, jednak w ostatecznym momencie się powstrzymała i pobiegła do lasu.
____________________________________

Spodobał Ci się ten fragment? Nie zapomnij dodać komentarza, dla Ciebie to niewiele, a mnie to cieszy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›